lip 9 2011
Google + działa
Zamiast Facebooka mam Google +. Trochę sobie poużywam i napiszę coś więcej. Na pierwszy rzut oka dostrzegam porównanie do motoryzacyjnego powiedzenia „Po co słuchać radia, kiedy można posłuchać silnika?”
lip 9 2011
Zamiast Facebooka mam Google +. Trochę sobie poużywam i napiszę coś więcej. Na pierwszy rzut oka dostrzegam porównanie do motoryzacyjnego powiedzenia „Po co słuchać radia, kiedy można posłuchać silnika?”
lip 5 2011
To właśnie dziś następuje (dla mnie) koniec Facebooka. Dlaczego? Otóż mój profil założyłem parę ładnych lat temu (chyba w 2006 roku). Ten i następny rok był w Polsce czasem ogromnej popularności Naszej Klasy. Na świecie mało kto znał NK, toteż większą popularnością cieszył się za granicą Facebook. Moje początki Facebooka to raczej nuda, rzadko odwiedzałem ten portal, bo było mało znajomych i w ogóle mało kto o nim wiedział. Przełom nastąpił gdzieś w roku 2009, gdy wielu „NaszoKlasowców” przybyło zawiedzionych m.in. zmianami regulaminu i wszechobecnymi flashowymi reklamami. Poza tym, NK się po prostu zużyła – przestała być modna (choć znam osoby, które do teraz zaczynają dzień od NK).
W 2009 i 2010 roku przybyło więc na Fb wielu moich znajomych – toczyły się fajne (nie tylko jawne) dyskusje. Nawet korzystałem z aplikacji/gier (Fantasy Basketball). Facebook się rozwijał… i obecnie „prawie każdy ma profil na Facebooku, a kto go nie ma, to nie istnieje”.
Ja jednak postanowiłem powiedzieć DOŚĆ i się grzecznie wynieść. Z tą decyzją czekałem ponad pół roku. Pierwszą „żółtą kartką”, którą otrzymał ode mnie Facebook, były nowy profil, który mi się wyjątkowo nie podobał, który rzekomo był lepszy, i który NA SIŁĘ mi zmieniono. Zawiedziony byłem tym bardziej, bo wiedziałem, jak portal ten sprzyja szerzeniu wolności (można się było o tym przekonać, śledząc kilka miesięcy temu wydarzenia w północnej Afryce).
Ważniejsze jednak od technicznych zmian były procesy zachodzące w społeczności, które trochę z boku obserwowałem, a których mam serdecznie dość! Mam dość:
- chamstwa i wulgarności (zarówno w dyskusjach, jak i aplikacjach),
- natrętnych botów donoszących, że ktoś jest dziś 80% HOT,
- durnych ankiet, z których mogę się dowiedzieć jedynie, jakie to przekleństwa są teraz modne,
- generowanych zaproszeń na wydarzenia, w których i tak nie wziął bym udziału,
- wielu innych rzeczy, których ignorowanie przerodziło się w coś, co śmiało można nazwać walką.
W sieci pojawił się już Google+. Wchodzę w to. Na pierwszy rzut oka jest o wiele bardziej nowoczesny i innowacyjny niż Fb. Można podobno zaimportować znajomych z Fb (ale dziś przeczytałem, że Fb zablokował tą możliwość – boi się?). Uważam, że jeśli G+ nie powtórzy błędów Fb, to za niedługo go „połknie”. Poczekam trochę i na ten temat znów niebawem coś napiszę.
lip 1 2011
Od wczorajszego popołudnia w mediach pojawiają się dramatyczne informacje na temat dramatycznych wyników matury, zwanej czasami jeszcze „egzaminem dojrzałości”. Tu i ówdzie każdy ma na ten temat coś do powiedzenia, zgodnie z zasadą znaną już starożytnym Czechosłowakom, że „gdzie dwóch Polaków, tam trzy zdania”. Przyznam, że z lekkim uśmiechem, a jednocześnie sporym dystansem przyglądam się i przysłuchuję tym opiniom, tym bardziej, że też mam własne zdanie
Ogólnie panuje przeświadczenie, że matura wypadła źle, bo prawie co czwarty (dla maturzystów: „co czwarty to jeden z czterech, czyli 25%”) uczeń nie zdał. Taki wynik oczywiście medialnie przytłacza. Warto jednak zapoznać się z dokumentem informującym o wynikach matury (tutaj). Wynika z niego m.in., że:
Mając na uwadze powyższe stwierdzić mogę, że wyniki te nie odbiegają znacznie od wyników z poprzednich lat
Skupię się na chwilę na maturze z matematyki. Uważam, że jej wyniki są nawet dobre. Uważam też, że na o wiele niższym poziomie niż wyniki liczbowe jest poziom czytania, pisania, myślenia, syntezy, analizy oraz tzw. wiedzy ogólnej młodych ludzi. Nie owijając w bawełnę, zadania maturalne swoim zakresem obejmowały w większości materiał gimnazjum. Jeśli ktoś nie widział, to z chęcią zacytuję trzy zadania zamknięte, wcale nie najłatwiejsze (przypominam, że KAŻDY zdający ma przed sobą tablice matematyczne i kalkulator):
Zadanie 2. (1 pkt)
Pierwsza rata, która stanowi 9% ceny roweru, jest równa 189 zł. Rower kosztuje
A. 1701 zł. B. 2100 zł. C. 1890 zł. D. 2091 zł.
Zadanie 3. (1 pkt)
Wyrażenie 5a 2 − 10ab + 15a jest równe iloczynowi
A. 5a 2 (1 − 10b + 3) B. 5a(a − 2b + 3) C. 5a (a − 10b + 15) D. 5(a − 2b + 3)
Zadanie 21. (1 pkt)
Objętość stożka o wysokości 8 i średnicy podstawy 12 jest równa
A. 124π B. 96π C. 64π D. 32π
Arkusze maturalny z matematyki na poziomie podstawowym dostępny jest do oceny np tutaj.
Pomijając fakt zasadności takich, a nie innych zadań, sądzę, że arkusz spokojnie można było na te wymagane 30% punktów napisać.
Oprócz tego, jestem także zwolennikiem tezy, że to bardzo dobrze, że nie wszyscy zdają maturę. Czy naprawdę każdy musi ją mieć? Przecież od dawna wiadomo, że matura to nie „egzamin dojrzałości” oraz, że „matura to bzdura”. Umówmy się, że poziom kształcenia w szkołach średnich jest taki, jacy są tam uczniowie. Jak więc w chwili obecnej wyglądają z zewnątrz?
Biorąc pod uwagę zmniejszającą się liczbę absolwentów gimnazjum (jakiś taki niż demograficzny, czy coś), nie zamyka się liceów, tylko na siłę przyjmuje się wszystkich takich, aby utworzyć określoną liczbę klas i zapewnić pracę nauczycielom. Licea o wysokiej renomie i wymaganiach oczywiście przebierają w kandydatach, ale licea o niższej renomie biorą kogo popadnie. Znam przypadki chodzących po gimnazjach nauczycieli i dyrektorów i mówiących uczniom, że przyjmą każdego, kto złoży papiery (DO LICEÓW PRZYPOMINAM!).
Uczniowie, którzy z różnych względów jeszcze 10 lat temu znaleźliby się w szkole zawodowej i ukończyli ją jako fryzjerzy, stolarze czy mechanicy, teraz przyjmowani są na siłę do liceów i tam przez 3 lata szurają brzuchem po piasku osiągając wyniki poniżej przeciętnej. Trudno jest ich z liceum wyeksportować, bo przecież cyt. „stracimy klasę!”. Tutaj warto też podkreślić, że od kilku lat (być może w związku z niżem, a przy okazji mniejszą konkurencją) nastała moda na „uczenie się” (w liceach).
Opisani wyżej uczniowie z czasem kończą szkołę, która z jednej strony nie stawia przed nimi wysokich wymagań, a z drugiej nawet szantażuje, obiecując ukończenie szkoły i uzyskanie wykształcenia średniego, w zamian za rezygnację z chęci przystąpienia do matury (takie przypadki również w tym roku opisywały media). TO OSZUSTWO i kolejny przykład na to, że nauczyciele nie biorą odpowiedzialności za wstawione oceny, bo skoro ktoś dostaje nawet dopuszczający, to dlaczego matury zdawać nie może?
Problemów jest sporo, ale mimo tego, uważam, że wyniki egzaminu maturalnego można postrzegać jako umiarkowany sukces. Czekam na bardziej precyzyjne dane, które mają się pojawić we wrześniu b.r. (choć wtedy już nikt nie będzie pamiętał o maturze 2011). Wyniki te obejmą również tych, którzy mogą maturę poprawić w sierpniu. Porównam sobie te dane (liczba zdających i liczba zdanych egzaminów) z liczbą osób kończących szkołę ponadgimnazjalną, a nie zdających matury. Myślę, że wnioski mogą być dość ciekawe.
By admin • Edukacja, Ogólne • • Tags: Matematyka, Szkoła