lip 30 2009
Potrzeba zmiany cz. 3
Dziś o dziennikach elektronicznych.
W ostatnich dniach podpisane zostało rozporządzenie dotyczące możliwości całkowitego zastąpienia papierowych dzienników lekcyjnych ich elektronicznymi odpowiednikami. Z tego też powodu aż uszy zbierają się do oklasków, bo wreszcie, zgodnie z prawem można będzie przeskoczyć w szkole (tylko w tej kwestii) z XIX do XXI wieku. Pomysł ten z pewnością stymulował będzie rozwój polityki informacyjnej szkoły w kierunku rodziców. Możliwe będzie bieżące przesyłanie opiekunom danych o postępach, obecności i uwagach (pozytywnych i negatywnych) ich pociech. Po prostu super!!
Po informacji o podpisaniu w/w rozporządzenia ucieszyłem się do tego stopnia, że aż zacząłem śledzić co inni o tym sądzą. Tutaj OCZYWIŚCIE okazało się, że większość szkół w ogóle to tego nie chce, nauczyciele się boją lub nie widzą potrzeby, a dyrektorzy nie mają pieniędzy. SKANDAL!!
Jak na złość, dziś na stronach Gazety Prawnej (tutaj) ukazał się artykuł pod mówiącym wszystko tytułem: „Gminy nie chcą elektronicznych dzienników”.
Nie bardzo rozumiem, dlaczego wiele osób widzi tylko zagrożenia we wprowadzanych nowoczesnych rozwiązaniach? Czy jesteśmy aż tak bardzo zacofani? Dlaczego opór przed rozwojem przeważa nad zdrowym rozsądkiem?
Jeśli chodzi o szkołę (rozumianą jako system), to jestem urodzonym pesymistą. Wiem i jestem tego pewien, że po wakacjach zbiorą się mądre, wypoczęte głowy i będą wspólnie obradować na temat „Kiedy to będzie jakieś wolne?” oraz „Kiedy następne wakacje?”. Dowiedzą się pewnie wówczas, że nie prędko, przez co odechce się im pracy. Potem usłyszą o możliwości wprowadzenia dzienników elektronicznych i wtedy zacznie się burza. Potwierdzi się wówczas powiedzenie, że „Gdzie dwóch Polaków, tam trzy zdania”.
Ponieważ przez pięć lat pracowałem w kilku szkołach, wyobrażam sobie następujące komentarze:
- „Co? elektroniczny? A po co? Przecież papierowe nie są złe..”
- „Pisać na komputerze oceny? To trwa dłużej. To pewnie jakaś kara nałożona na porządnych nauczycieli”
- „Skąd mam wziąć komputer w klasie? No chyba nikt mnie nie zmusi do zakupu komputera!”.
Niestety. W Polsce ten zawód nauczyciela jest mało reformowalny. Przeważają tu osoby „dojrzałe” i „doświadczone”, przez co wprowadzenie jakichkolwiek zmian spotyka się z wielkim oporem. Szkoda. pozostaje mieć nadzieję, że gdy do głosu dochodzić będą kolejne pokolenia nauczycieli (obecni licealiści i gimnazjaliści), coś drgnie. Im się będzie chciało…
W tej chwili jedynym szybkim rozwiązaniem jest uwolnienie zawodu nauczyciela, ale… skupię się na tym przy innej okazji.
lip 31, 2009 @ 10:06:11
Jak to zwykle bywa: Rozporządzenia – rozporządzeniami, a życie – życiem