Potrzeba zmiany cz. 1

Wakacje tuż tuż.. Nastaje więc długo oczekiwany przez uczniów i nauczycieli czas. Życząc im spokojnego wypoczynku, rozpoczynam cykl wakacyjnych artykułów poświęconych (jak tytuł wskazuje) potrzebie natychmiastowych, nie myląc z radykalnymi, zmian w polskim systemie oświaty.

Najpierw jednak zarysuję krótko mój związek ze szkołą. [NIE TRZEBA TEGO CZYTAĆ]

Rozpocząłem naukę w przedszkolu, a później w szkole podstawowej, w czasach głębokiej, ale dobiegającego końca socrealizmu. Czasy te pamiętam „przez mgłę”. Szkoła podstawowa i liceum to moment przełomu gospodarczego i społecznego w Polsce. W roku 1999, zaserwowano potężną reformę szkolnictwa, lecz byłem już poza jej zasięgiem. Czasy studiów pamiętam dokładnie, gdyż już wtedy byłem mocno związany ze szkołą. Będąc początkującym nauczycielem i studentem jednocześnie wiele się nauczyłem. Po kilku niezapomnianych latach w pracy w szkole podstawowej i gimnazjum, nagle znalazłem się poza nią. Obecnie pracuję w prywatnej, bardzo dobrej firmie. Mimo, że ze szkołą mam mało do czynienia, często dyskutuję na jej temat zarówno z nauczycielami, rodzicami, a przede wszystkim z uczniami.  Poza tym, w obecnej chwili jest mi bardzo wygodnie pisać o szkole, wykluczając przy tym możliwość posądzenia o stronniczość poglądów. W związku z powyższym, postaram się nakreślić mój pogląd na temat zmian, które w bardzo prosty sposób można by wprowadzić, znacznie usprawniając nasz system edukacji.

[TUTAJ MOŻNA JUŻ CZYTAĆ]

Dodam tylko, że :
WSZYSTKIE MOJE PROPOZYCJE I RADY OBJĘTE SĄ LICENCJĄ „GPL”, CO OZNACZA, ŻE MOŻNA JE STOSOWAĆ BEZ WSKAZANIA MNIE, JAKO ICH AUTORA.

Dziś krótko, bo wstęp był przydługi. Zacznę od omówienia bieżącej, przedwakacyjnej sytuacji w szkołach. Dodam tylko, że nie odnoszę mojego tekstu do konkretnych osób (choć spokojnie można by było…), więc proszę potraktować poniższe zapisy bardzo ogólnie.

Cóż. do wakacji pozostały dni. Z punktu widzenia ucznia to już wakacje. Zdarzają się co prawda jednostki, które mają jeszcze jakieś zaległości i właśnie je nadrabiają, ale dla większości rok szkolny się skończył. Ostatnio jednak rozmawiałem z kilkoma uczniami z SP, GIM i LO. Prezentowali  swój własny, bardzo wyważony pogląd na rzeczywistość. Ponieważ zawsze słuchałem uczniów, przedstawiam kilka wybranych cytatów dotyczących bieżącej sytuacji w różnych placówkach oświatowych:

„.. na lekcjach nic nie robimy..”,

„nuda, bo pan/pani sobie siedzi, a my robimy co chcemy, tylko jak jesteśmy za głośno to nas upomina…”,

„…cały dzień oglądania filmów…”,

„siedziałam/em cały dzień na ławce na boisku bo nie miałam/em ochoty grać ciągle w ziemniaka”.

To tylko kilka opinii z ostatnich dwóch dni. Oznacza to, że w szkołach raczej nic się ciekawego nie dzieje. Uczniowie i nauczyciele chcą tylko dotrwać do końca roku:

Uczniowie: rodzice wysyłają ich do szkoły wiedząc, że i tak się nic nie dzieje. Uczniowie idą tam wiedząc, że co najwyżej oglądać będą jakiś przynudny film, siedząc na ławce i trzymając nogi na krześle. Generalnie to będą się nudzić, odliczając minuty do najbliższego dzwonka na przerwę. Większość uczniów ma przekonanie, że do szkoły trzeba chodzić, jednak sytuacja w placówce ich do tego zniechęca. Im bliżej do końca roku, tym mniej uczniów pojawia się w szkole. Za porozumieniem z rodzicami (lub bez takowego) zostają w domu lub korzystają z ładnej pogody, jaka o tej porze roku w Polsce występuje.

Nauczyciele: większość z nich i tak na początku każdego roku szkolnego bardzo dokładnie odlicza, ile dni zostało do jego końca. W ciągu ostatnich dwóch tygodni ciężko spotkać uśmiechniętego i pełnego werwy pedagoga. Prawie każdy jest już bardzo zmęczony psychicznie całym rokiem szkolnym (według mnie nie istnieje żadne zmęczenie psychiczne. Potwierdzają to także badania naukowe, według których można mówić TYLKO o zmęczeniu organizmu w jego fizycznej części). Koniec końców, po przerwie, każdy pedagog idąc na lekcję patrzy, ile to uczniów danej klasy jest dziś w szkole. Im mniej, tym lepiej. Zawsze wtedy można się dogadać z kolegą/koleżanką i połączyć dwie, trzy klasy po kilka osób każda, zebrać ich w jednej sali lekcyjnej i puścić film. Godzina wolna. W tym czasie można pouzupełniać swoje zaległości: wpisać zaległe tematy, policzyć frekwencję, uzupełnić arkusze ocen lub po prostu pogadać.

Zbawieniem dla uczniów i nauczycieli jest ostatni dzień szkoły, kiedy to wszyscy kończą tą okrutną męczarnię, zasługując przy tym na prawdziwy wypoczynek.

PROPOZYCJA

O bieżący stan można obwiniać nauczycieli (… bo im się już nie chce…, … bo mają dużo pracy papierkowej i nie chcą zabierać jej do domu ….), uczniów (… po co przychodzą do szkoły, skoro nie chcą się uczyć….) oraz rodziców (… poco wysyłają swoje pociechy do szkoły, skoro wiedzą że nic robić nie będą…). Można winę zrzucać na władze: kuratorium, ministerstwo. I tak wszyscy będą się przerzucać odpowiedzialnością, nie posuwając do przodu żadnych rozwiązań.

Ja proponowałbym wprowadzić jedno proste rozwiązanie. Według mnie, należałoby zmienić organizację roku szkolnego tak, żeby dać czas nauczycielom na wystawienie ocen i sporządzenie dokumentacji. Jeśli przyjąć by, że nauczyciel potrzebuje 2-3 dni na uzupełnienie świadectw, arkuszy i podsumowanie frekwencji, można by zakończyć zajęcia edukacyjne w piątek … tydzień wcześniej niż dotychczas. Terminem ostatecznego wystawienia ocen z każdego przedmiotu byłby właśnie ten dzień. Kolejny tydzień – wolny dla uczniów – przeznaczony byłby na uzupełnienie – doniesienie – usprawiedliwień (właściwie: wyjaśnień nieobecności), egzaminy sprawdzające i poprawkowe oraz wypełnienie dokumentów przez nauczycieli i wychowawców. Czas ten dałby pedagogom możliwość spokojnej pracy w miejscu pracy, w godzinach, za które mają płacone. Ostatni dzień tego tygodnia przeznaczony byłby na uroczystość rozdania świadectw.

Oczywiście moja propozycja nie załatwia wszystkich problemów. Jest chyba jednak jakimś kompromisem.

Zapraszam do komentowania powyższej treści. Niebawem pojawi się kolejny artykuł omawiający jeden z wielu piekących problemów.